0

Carrie Pilby

Za kwintesencję regresywnej energii „Carrie Pilby” uznaję scenę gwiazdkową – samotna bohaterka siedzi przed choinką skleconą z książek i wznosi modły do „boga, w którego nie wierzy”. W tych nieznośnie pretensjonalnych momentach ostatecznie rozsypuje się wątły murek ironii, zza którego spogląda na nas tępym wzrokiem kultura terapii – potrzeba ujednolicenia ludzkich doświadczeń i osobowości, dojścia do uniwersalnej prawdy egzystencjalnej, a tą jest – no cóż by innego! – człowiecza równość w dążeniu do szczęścia. czytaj dalej
7783637.6.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *