Księga dżungli

7729250.6.jpg

Jon Favreau pozostaje wierny disnejowskiemu pierwowzorowi, nie bawi się w rewizjonizm czy dekonstrukcję, nawiązuje nawet do pamiętnych piosenek sprzed niemal pół wieku. Jego filmowi bliżej więc do”Kopciuszka” Kennetha Branagha niż “Alicji w Krainie Czarów” czy”Czarownicy”: to remake zrobiony “po bożemu”, bez intencji podkopania czy przepisania klasycznej historii. I, o dziwo – podobnie jak w przypadku produkcji Branagha – to jego wielka zaleta. Nawet jeśli rysunkową “Księgę…” wciąż dobrze się ogląda, to Favreau i tak zajmująco odświeża ją dla nowego pokolenia. czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *